|
Szanowna Pani Radna,
Przeczytałem uważnie Pani odpowiedź na memoriał, który wystosowałem w roku 2006 do nowo wybranych władz miasta. Niżej pozwalam sobie odnieść się do podniesionych przez Panią spraw.
1. Pisze Pani na wstępie, że jako „skromna radna” nie otrzymała rozesłanego memoriału. Faktycznie, nie wysłałem go do poszczególnych radnych ale do prezydenta, przewodniczącego Rady Miasta oraz do przewodniczących wszystkich klubów – prawdę mówiąc, przez myśl mi nie przeszło, że przewodniczący Pani klubu schowa ten tekst do szuflady i nie zapozna z nim swoich radnych…
2. Przykro mi to stwierdzić, ale Pani wywody potwierdzają moją tezę o marazmie wynikającym z dominującego w Gnieźnie przekonania, że „tutaj nic się nie da zrobić”. Świadczą o tym następujące cytaty z Pani listu:
- „I tutaj zaczynają się często schody, których ani Pan ani ja, ba nawet żaden prezydent ich nie pokona”
- „… ulica Wrzesińska (…) nie leży w gestii zarządzania przez Miasto i mamy tyle do powiedzenia w tej materii, co Pan”
- W sprawie Rynku: „sprawa jest nie tylko niełatwa ale i niemożliwa do zrealizowania”
- „ Samorząd może tylko prosić, pisać, interweniować…”
- „…Gniezno jest ograniczone w swoich możliwościach decyzyjnych i finansowych…”
Pointą smutnych rozważań Pani Radnej o tym, czego nie można w żaden sposób zrobić jest ostatnie zdanie: „Przełomu w rozwoju miasta na pewno nie dokonamy…”
3. A ja właśnie marzę o ludziach, którzy chcą dokonać przełomu, którzy po to właśnie, chcą być radnymi. Którzy potrafią nie tylko prosić i przyjmować do wiadomości czego się nie da zrobić ale którzy będą mieć chęć walczyć z niemożnością. A przede wszystkim – będą zdolni do produkowanie niekonwencjonalnych pomysłów, będą mieć odwagę sięgać po rozwiązania nowoczesne, oryginalne. Bo tradycyjne metody skuteczne zwłaszcza w czasach gospodarki planowej (ach wejść do rozdzielnika - to było marzenie…) – dziś są nieskuteczne.
Proszę mi wierzyć, że działając konwencjonalnymi sposobami, nie byłoby możliwe stworzenie od podstaw szkoły wyższej i niemożliwy byłby jej rozwój! Projekt ten można było zrealizować dzięki postawie: „to da się zrobić”, „te ograniczenia odgórne można pokonać”, „można utworzyć kolejny wydział, choć to prawdziwy tor przeszkód” itd.
4. Aby jednak skutecznie realizować wielkie cele, aby dokonać przełomu, trzeba mieć ten wewnętrzny „power”, to coś, co nieustannie motywuje do działania. I to nastawienie pozytywne na zmianę, przekonanie, że „tu da się wiele zrobić”.
Takich ludzi w Gnieźnie nie brakuje, widzę to zwłaszcza u młodych, którzy chcą się wyzwolić, którzy właśnie chcą dokonać przełomu! Trzeba tylko wyzwolić tę energię, stworzyć warunki do działania.
A, że to jest możliwe, świadczą przykłady miast, które przytoczyłem w memoriale. A to nie tylko Chojnice i Kalisz (w ocenie tego miasta absolutnie się z Panią nie zgadzam – mieszkałem tam przez 35 lat!) ale i Kwidzyn, Kołobrzeg, Syców i inne miejscowości.
5. Tak więc mamy zupełnie inne spojrzenie na możliwości rozwoju Gniezna, choć łączy nas obywatelska postawa wobec tego miasta, które stało się już moim miastem – o czym, jak sądzę, świadczy również emocjonalna tonacja tego list.
Jeśli jakimś stwierdzeniem, czy sądem sprawiłem Pani Radnej przykrość to przepraszam. Szanuję starania obecnych władz miast, bo prawdą jest, że od roku 2004, kiedy tu zamieszkałem, sporo się zmieniło (trasa Toruńska, światła na Wrzesińskiej, basen i inne). Ale to są tylko pojedyncze działania, które nie zmieniają szarego oblicza tego, tak pięknie położonego miasta.
Chętnie spotkam się z Panią aby bezpośrednio wymienić poglądy na temat rozwoju Gniezna. Zapraszam do „Milenium” proszę wcześniej o telefon (061 425 55 13) w celu uzgodnienia dogodnego dla Pani i dla mnie terminu.
Z szacunkiem mimo różnicy poglądów
Lechosław Gawrecki |